Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia tybetańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia tybetańska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2015

głód chlebowy

Głód pieczywa dotyka chyba wszystkich europejczyków żyjących w Azji. Chińczycy owszem, mają swoje piekarnio-cukiernie, jednak wypieki, które możemy dostać w takich przybytkach nie przypominają niestety naszego pieczywa. Są to zwykle miękkie, słodkie bądź słodko-słone ciasta, często nadziewane pastą z czerwonej fasoli. Twardego, chrupiącego chleba w zasadzie nie sposób dostać. Krótko po przeprowadzce, gdy głód chlebowy doskwierał mi najbardziej, od czasu do czasu zdarzało mi się kupić bagietki z Carrefoura, czyli coś najbliższe europejskiemu chlebowi; znalazłem też sklepik, którego właściciel sam wypiekał coś, co można uznać za formę pośrednią między bułką, chlebem i pyzą. Bagietka nie była jednak warta fatygowania się do marketu i potem włóczenia się po nim pół godziny (chińskie Carrefoury przypominają bardziej Ikeę niż nasze supermarkety, nawet kupując jedną rzecz, trzeba przejść przez absolutnie cały sklep); a bułko-chlebo-pyza nie była szczególnie smaczna, a do tego dość droga. Co prawda czasami udawało się zjeść trochę prawdziwego chleba: raz upieczonego przez znajomą Czeszkę (nie wiem do dziś jak to zrobiła, w Chinach nie używa się piekarników), raz przywiezionego z ojczyzny przez współlokatorkę. Po pewnym czasie jednak w zasadzie rzuciłem pieczywo.

Tofu i tybetański chleb

Wczoraj jednak, wybraliśmy się ze znajomym do miłej tybetańskiej knajpy na herbatę maślaną i jakieś jedzenie. Znajomy jadł już tam wcześniej i bardzo chwalił sobie ichni podpłomyk, niestety nie zapamiętałem nazwy. Zamówiliśmy więc to, a do tego jeszcze moje ulubione tofu (麻婆豆腐, mapo doufu). Muszę przyznać, podpłomyk ten jest zdecydowanie najbliżej zaspokojenia mojego głodu chlebowego. Ciasto z wierzchu przypomina pizzę, w środku jednak chyba najbliżej mu do bułki. Co najważniejsze: zawiera masło. Masło jadłem tylko raz w Chinach, Hanowie w ogóle go nie używają, w Carrefourze można kupić tylko jakieś ekskluzywne masła nowozelandzkie za  ceny nie z tego świata (a przynajmniej kontynentu), za to w Tybecie spożywanie nabiału jest na porządku dziennym.