Głód pieczywa dotyka chyba wszystkich europejczyków żyjących w Azji. Chińczycy owszem, mają swoje piekarnio-cukiernie, jednak wypieki, które możemy dostać w takich przybytkach nie przypominają niestety naszego pieczywa. Są to zwykle miękkie, słodkie bądź słodko-słone ciasta, często nadziewane pastą z czerwonej fasoli. Twardego, chrupiącego chleba w zasadzie nie sposób dostać. Krótko po przeprowadzce, gdy głód chlebowy doskwierał mi najbardziej, od czasu do czasu zdarzało mi się kupić bagietki z Carrefoura, czyli coś najbliższe europejskiemu chlebowi; znalazłem też sklepik, którego właściciel sam wypiekał coś, co można uznać za formę pośrednią między bułką, chlebem i pyzą. Bagietka nie była jednak warta fatygowania się do marketu i potem włóczenia się po nim pół godziny (chińskie Carrefoury przypominają bardziej Ikeę niż nasze supermarkety, nawet kupując jedną rzecz, trzeba przejść przez absolutnie cały sklep); a bułko-chlebo-pyza nie była szczególnie smaczna, a do tego dość droga. Co prawda czasami udawało się zjeść trochę prawdziwego chleba: raz upieczonego przez znajomą Czeszkę (nie wiem do dziś jak to zrobiła, w Chinach nie używa się piekarników), raz przywiezionego z ojczyzny przez współlokatorkę. Po pewnym czasie jednak w zasadzie rzuciłem pieczywo.
![]() |
| Tofu i tybetański chleb |
Wczoraj jednak, wybraliśmy się ze znajomym do miłej tybetańskiej knajpy na herbatę maślaną i jakieś jedzenie. Znajomy jadł już tam wcześniej i bardzo chwalił sobie ichni podpłomyk, niestety nie zapamiętałem nazwy. Zamówiliśmy więc to, a do tego jeszcze moje ulubione tofu (麻婆豆腐, mapo doufu). Muszę przyznać, podpłomyk ten jest zdecydowanie najbliżej zaspokojenia mojego głodu chlebowego. Ciasto z wierzchu przypomina pizzę, w środku jednak chyba najbliżej mu do bułki. Co najważniejsze: zawiera masło. Masło jadłem tylko raz w Chinach, Hanowie w ogóle go nie używają, w Carrefourze można kupić tylko jakieś ekskluzywne masła nowozelandzkie za ceny nie z tego świata (a przynajmniej kontynentu), za to w Tybecie spożywanie nabiału jest na porządku dziennym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz