poniedziałek, 13 kwietnia 2015

kuchnia wietnamska i językowa egzotyka

Wczoraj znajoma Wietnamka, Yen,  zaprosiła mnie na tradycyjny wietnamski obiad do akademika. Gdy wraz z moim chińskim znajomym przybyliśmy na miejsce, zastaliśmy Yen i jej rodaka w zasadzie dopiero rozpoczynających gotowanie. Byli naprawdę ambitni, nie dali sobie pomóc i po ok. 2 godzinach cały stół zastawiony był nawet nieźle wyglądającym jadłem. W międzyczasie dołączył do nas jej znajomy Pakistańczyk oraz nauczycielka chińskiego. 




Jedzenie nie było powalające i na pewno nie zostanę fanem wietnamskiej kuchni. No, może za jednym wyjątkiem: mają niezłe cukierki z zielonego groszku. Towarzystwo za to było wyjątkowo ciekawe, a szczególnie Pakistańczyk. Pomijając już fakt, że zwykle z przedstawicielami tego narodu zdecydowanie  łatwiej niż z innymi Azjatami rozmawia mi się o polityce, religii i generalnie na poważne tematy, ten akurat miał do tego szczególnie ciekawe pochodzenie - był bowiem Buruszą. Naród ten zamieszkuje kilka dolin na północy kraju, na styku Karakorum, Himalajów i Hindukuszu. Ich pochodzenie jest nieznane, jednak sami twierdzą, podobnie jak ich sąsiedzi, niebieskoocy Kalasze, że są potomkami żołnierzy Aleksandra Wielkiego, którzy osiedlili się tu podczas jego indyjskiej kampanii. Być może coś w tym jest - na pograniczach Afganistanu i Pakistanu jeszcze długo po Aleksandrze istniały greko-indyjskie państwa, takie jak Baktria. Język Buruszów jest szczególnie ciekawy w kontekście ich nieznanego pochodzenia: nie jest bowiem spokrewniony z żadnym innym używanym dziś językiem, podobnie jak np. Baskijski. Wielu lingwistów próbowało udowodnić pokrewieństwo z językami indoeuropejskimi, kaukaskimi bądź nawet amerykańskimi na-dene, nikomu się to jednak nie udało.

Flaga regionu Hunza, ojczyzny Buruszów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz